wtorek, 11 grudnia 2007
Kilka światów katowickiego dworca

Pamiętacie może mojego poprzedniego bloga? Peron2.blox.pl. Swego czasu kultowa rzecz. To cieszy do dziś. Też o Śląsku. Z naciskiem na komunikację publiczną i dworzec, na którym bywałem kilka razy dziennie. To właśnie dwuletnie pisanie Peronu upoważnia mnie do popełnienia takiego eseju. Zachęcam, mimo, że długi.

Katowicki dworzec kolejowy, drugi co do wielkości w kraju, uważany jest jednocześnie za jeden z najbrudniejszych. Ma jednak swoich zwolenników, którzy nie zgadzają się z pomysłem jego wyburzenia. Dla nich ten dworzec ma w sobie coś magicznego.

Codziennie mijałem setki, a potem już tysiące ludzi, zapatrzonych przed siebie, mocno ściskających w dłoniach bilety, walizki i krakowskie obwarzanki. Na dworcu bywałem często przez pierwsze dwa lata studiów, jeżdżąc z Sosnowca do Katowic, a stamtąd do Zabrza. Spędziłem w pociągach kilkadziesiąt dni. W tym kilka na samym dworcu. W końcu zrozumiałem, że stałem się jego zakładnikiem, a potem...częścią.

Katowice są podzielone jak średniowieczny Londyn. City wyrasta setkami anten i szklanych domów, po drugiej stronie szarzy się ceglany las portali. Wyjątkowo mroźne zimy nie łączą wcale obydwóch brzegów. Środkiem miasta płynie żelazna Tamiza, nad którą mostów nie ma. Dlatego ludzie przedostają się na drugą stronę podziemnymi tunelami. W dworcowych katakumbach i labiryntach nie jest ciepło, bo nie są na tyle
blisko piekła. Czuć jednak odór siarki, o którą biją się łajdacy, stęchłego moczu i papierosów bez filtra. Krążyły pogłoski o psychopacie, który miał szafir w oczach. Wyskakiwał z zgrzybiałych galerii i wbijał strzykawkę. Nie należał do hordy tych, którzy najpierw żądają pieniędzy. Słuch po nim zaginął, gdy pojawił się On.

Facet ubrany w czarny prochowiec, nie patrzył nikomu w oczy. Łamał golenie jak setnik i ciął szaty jak setnik. Superbohater na jeden sezon. Szczurołap z dworca głównego. Też nie miał domu, ale miał zasady. Mówią, że wyszedł z jednej ze szczelin i tam też wrócił. Dziś bezpieczniej przechodzi się na drugi brzeg, nawet mnie...
Mimo wszystko wyprawa pomiędzy korzonkami betonowego miasta budzi niepokój, u każdego.


Na Śląsku, miejscu wypełnionym kwintesencją socrealistycznego myślenia przestrzennego (oczywiście nie tylko!), dworzec ma swoją określoną pozycję i rangę. Ludzie często używają wobec niego określeń takich jak "naj"... - Zdecydowanie najbrudniejszy dworzec w Polsce, co ja mówię, w Europie - mówi Monika, studentka romanistyki. - Można by było jeszcze się zastanawiać nad jakimkolwiek remontem, ale tu chodzi o przerażający smród i duchotę - dodaje Ania, również codziennie korzystająca z dworca. - Burzyć czy nie burzyć dziewczyny? - Burzyć! - odpowiadają jednogłośnie.

Ale są ludzie, którzy mówią "dworca nie oddamy". I nie chodzi tu o grupkę dworcowych kupców czy bezdomnych. Chodzi np. o architektów... I to z całego świata. Co udowadniał nam kolega Tomek Malkowski z Gazety.
Jacek Tomaszewski ze Stowarzyszenia Moje Miasto: - Katowicki dworzec PKP jest jednym z najwybitniejszych przykładów architektury brutalistycznej na świecie (brut z franc. surowy). Dzięki zastosowaniu nowej technologi, jaką był wtedy szalunek wraz z żelaznym zbrojeniem, wypełniany surowym betonem, architekci mogli pozwolić sobie na kształtowanie nowych konstrukcji - przekonuje Tomaszewski. - Takim przykładem jest katowicki dworzec i zastosowanie w jego projekcie konstrukcji hiperbolicznych kielichów, stanowiących dominantę konstrukcyjną - dodaje.


Nigdy nie patrzyłem w górę. Zazwyczaj przed siebie albo po nogi. Świadomość wylądowania na szaroburej posadzce pokrytej nieciekawymi substancjami mocno trzymała mnie w pionie.
Zastanawiam się czy tęskniłbym i rozpaczał, gdybym pewnego dnia zamiast zakorzenionego betonowego giganta zobaczył puszkę szkła i stali... Po głębszym namyśle mówię. Tęskniłbym. I tak twierdzi spora część mieszkańców Śląska. Dworzec ma swoją magię. Mimo, że przewija się przez niego tysiące osób dziennie są miejsca, w których nie był nikt. Ot choćby tajemnicze drzwi żelazne pomiędzy kolorowymi billboardami. Stałem nie raz przed nimi i myślałem do jakiego świata prowadzą. Co lub kto żyje pod peronami, pod miastem. Nade mną małe stalaktyty, które bezczelnie zwisają w sąsiedztwie małej szczeliny, ociekając wilgocią. Kapnęła kropla. Na powierzchni pewnie przechodzi burza... Nie słyszę dokładnie, bo dokoła muzyka i stukot milionów butów.


Albo historie, które zapadły mi w pamięć. Setki. Nie sposób było być jak miedź brzęcząca. Kiedyś widziałem ją jako elegancką kobietę. Zawsze w żakiecie – nigdy bez torebki. Czytała Twój Styl i pachniała swoją szlachetną trzydziestką.


Pewnego dnia jątrzyła się czerwona szrama na jej skroni, znikając prędko pod słonecznymi okularami. A gdy kobieta ubiera okulary przeciwsłoneczne w pochmurny kwietniowy dzień, rodzi się złość, albo chęć poznania tego s... Pracowała ciężko, aby jak najbardziej schować twarz, pełną goryczy. Schować przed żurnalistycznymi i zarazem czysto detekcyjnymi spojrzeniami tych, którzy przecież nic nie rozumieli. Takiej goryczy sprzed kilku chwil, może sprzed chwili, tego mi było żal. Jej 8-letni synek tak jakby na nią nie działał. Zaabsorbowany dużą podróżną torbą wołał coś co jakiś czas, a ona tylko zaczesywała dłońmi zaskakująco tłuste włosy.
- Mamo – grymas. – Mamo! – powtórzył – ja chcę Kubusia. - Słońce, nie mam Kubusia. Herbatka troszkę ostygnie w termosie to się napijesz. Kupię ci dużego Kubusia w Krakowie. - Z Jagodami? - Z jagodami, z jagodami – w tym samym momencie, spojrzała na mnie, wzrokiem jakby oskarżycielskim, jakbym to ja wypił, jakbym to ją bił? Albo jakby chciała powiedzieć „pomocy".


Albo zupełnie inny świat: - Do Sosnowca jedzie? - Do dupy! - Acha, a wolne to miejsce? - Zasrane (z akcentem na "sss' i "rrr") - Tu jest wolne proszę pana - A, dziękuję...

Albo jeszcze inny. To był, że tak powiem, kurs sponsorowany. Wolne? Wolne? Wolne? Tak. Tak. Tak. Trzy płaszcze smoliste, trzy nesesery, trzy inne wody kolońskie, trzy sapnięcia. No! Byłem sam pośród nowej, kapitalistycznej, przedsiębiorczej Polski.
– No Kazik. Widzisz. Jedziemy wszyscy z Warszawy. W końcu się spotykamy. I to na miejscu. Ale do Częstochowy to jechałem Ondraszkiem, potem się przesiadłem na ten wasz. Na którą masz być w Gliwicach?
- tubalnie wyrecytował, oparty o kolana własne.
Obok siedziała kobieta. Kobieta! Szykowna babeczka. Czterdzieści sześć, czterdzieści siedem lat. Młodsza o kilka lat. Gdy kolega Kazika ją zauważył, powtórzył prędko pytanie, puszczając żurawia na czytającą. - Księgowa? - pomyślałem.
– To znaczy na którą masz być w Gliwicach na posiedzeniu rady? Aha, aha, no tak.. Nie, no, to słusznie, słusznie. Ja jutro rano mam posiedzenie - rzut oka - mam posiedzenie rady. Omówimy dokapitalizowanie z ministerstwa. Ty! A wiesz kto został szefem departamentu? No.. no. No dokładnie - rzut oka - Skurczybyk. No. Ale w Konstancinie bankietem już czuć - rzut oka - No! Skurczybyk. Księgowa uniosła wzrok. Kazimierzowy kolega brylował. – Ja w Gliwicach? No za jakąś godzinę mam spotkanie. Co? No, nie, no, Kazik. Jaka kochanka – zaśmiał się, wpatrzony szpiegowsko w kobietę. Język wyciągnął, umieścił go w kąciku ust i rzucił w kierunku czytającej: - Ale ja tam kochankę chętnie! Jeszcze swoją młodość trzymam na wodzy. Ale jak spuszczę to wiooo! - i barytony trzy spuściły swój śmiech.
Wtem wtrącił się zasapany Jerzy. Nieśmiały chłop chyba jednak.
– Panowie spójrzcie, co dostałem od pośredników. Palmtopik. Oklaski. Perfumki za tyle i tyle. Oklaski. Sekretarzyk, skóreczka. Oklaski.
– A to co?
– To jakiś... no ten, komputerek.
– Pokaż. Nie, no, masz tu temperaturę. Oklaski. I Budzik. Oklaski. A wagę?
- No Panowie! Co tak stoimy? Jedźmy już!

Nieopodal dworca PKP znajduje się stary dworzec. Służył miastu, gdy te zwano jeszcze Kattovitz. Może tam przenieść to mrowisko? Przy ulicy Dworcowej stoi słynna "Trzynastka". Kultowy róg kamienicy. Niewiele wiem o niej. Nawet nie jestem pewien czy dobrze robię, nazywając to "rogiem kamienicy". Czytałem kiedyś w pociągu w "Wyborczej". O śpiewającym z okien sąsiedniego hotelu Janie Kiepurze, o Eugeniuszu Bodo, czerwone dywany, takie tam... cuda. Czesław Rymer, syn Józefa Rymera, pierwszego wojewody śląskiego, pisał "Z dzieciństwa pamiętam taki obraz: po czystych ulicach powoli suną dorożki. Wszyscy ludzie elegancko ubrani - i dyrektor, i robotnik. Krój ubrania mają taki sam, tyle że pierwszy zapłacił za materiał 60 zł, a drugi - 12 zł". Widziałem to. zamknąłem oczy i widziałem to. A teraz spojrzałem na Stary Dworzec. Czy ktoś z państwa truchtających bezmyślnie wie, że to kiedyś był dworzec. Wielki, cudowny. Klasycystyczny gmach o dwóch symetrycznych, dwupiętrowych skrzydłach bocznych. W tympanonie nad głównym wejściem zawieszono zegar.

Na dworcu otwarto restaurację, z której korzystali nie tylko podróżni. W latach 70. XIX w. bowiem modne było wśród mieszkańców Katowic w niedzielne popołudnie delektowanie się kawą czy piwem i jednoczesne obserwowanie ruchu podróżnych oraz pociągów, zwłaszcza odjeżdżających w stronę granicy. Restauracja dworcowa słynęła także z przyjmowania pierwszym posiłkiem ważnych gości, przybywających do Katowic na uroczystości państwowe. Na dworcu odbywały się odprawy celne jadących do Sosnowca lub dalej, dlatego część jego hal nazywano polskimi. Z dworca w Katowicach odjeżdżały codziennie 184 pociągi, w tym 68 osobowych...
Dziś sprzedają tu tapety. To znaczy w jednej jego malej części. Na chodnik otwarte były szeroko drewniane drzwi. Szerokie, wysokie, łukowate drzwi. Podrapane farbą. Albo z podrapaną farbą.

Zatrzymałem się i obróciłem głowę w prawo. To wejście główne zamordowanego dworca. Powiało chłodem. Wnętrze było kompletnie zniszczone. Czułem to po zapachu wilgoci, który się musiał przedtem odbić wiele razy od biało-brudnych ścian. Mam taką specyficzną echolokację. Rozglądnąłem się wokół. Parkingowa szła do właśnie parkującego Citroena. Wszedłem.


Na pierwszym planie potężnej hali, której kubatura przypominała dawne szafy grające, zobaczyłem potężną kotarę z folii. Gruba folia, zamazywała wszystko. Na jej tle zdążyłem zobaczyć tylko kogoś, kto mignął w biegu. Człowiek. Rozsunąłem ją na boki, a przyznam, że ręka buntowała się chwilę i moim oczom ukazała się już większa część hali. Pusta, brudna, mokra. Nie było nikogo. Zamknąłem oczy. Kobiety w okrągłych czapeczkach, kapelusze z różą, złote fale na krótkich włosach. Panowie trzymające je pod rękę, surduty, fraki. Te kapelusiki. Zawsze je lubiłem... Podbiega do mnie jakiś chłopiec z zawieszoną papierośnicą. Otwarłem znów oczy. Wyciągnąłem rękę po papierosa...

Pytam jeszcze raz Jacka Tomaszewskiego ze Stowarzyszenia Moje Miasto: - Jacku, ale opinie ludzi są podobno bezlitosne. Mówią, że dworzec po prostu przeraźliwie śmierdzi. - Dobrze, ale gdy jesteś brudny to się myjesz czy popełniasz samobójstwo...?



wtorek, 04 grudnia 2007
Karuzela
W centrum Katowic, na skrzyżowaniu ul. Staromiejskiej z ul. Dyrekcyjną stanęła... karuzela.
 
10:07, tomaszewski_jacek , :.:: Miejsca
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2007
Nazwa nie ma znaczenia!
Od dłuższego już czasu przewija się na łamach wszelkiej maści mediów tradycyjnych i elektronicznych temat ustawy aglomeracyjnej (czego odzwierciedleniem są również tutejsze wpisy), mającej w opinii wielu stanowić "lek na całe zło", dzięki której możliwe okaże się usprawnienie decyzyjności w skali całej konurbacji. Jak to zwykle bywa w sporach toczonych publicznie, zamiast skupić się na istocie problemu, znaczna grupa osób położyła akcent na, nie bójmy się tego powiedzieć, sprawach drugorzędnych. Za taką drugorzędną sprawę uważam nazwę. Bo to nie ona będzie przyciągała ludzi i kapitał, ale sprawność i kompetencje administracji samorządowej jak również warunki życia i inwestowania, które z nazwą nic wspólnego nie mają.



Za wzór co rusz przytacza się Ruhrgebiet. Więc zastanówmy się, czy Ruhrgebiet odniósł sukces dzięki chwytliwej nazwie? Ani nie jest łacińska, ani łatwa do przeczytania dla Brytyjczyków, Japończyków lub Francuzów. Tamtejsi mieszkańcy po prostu sprawili, że za tą nazwą kryją się dobre skojarzenia, dlatego jest pamiętana, nie dlatego, że jest gładka i ma "potencjał marketingowy". Aglomeracja to nie serek homogenizowany, który kupujemy, bo nazwa "przyciąga".
Dyskutujmy o nazwie, jasne, ale niech ta drugorzędna kwestia nie przysłania nam istoty problemu, jakim jest instytucjonalny kształt aglomeracji określony w ustawie. Mimo usilnych starań nie dotarłem do pełnej treści "projektu" ustawy aglomeracyjnej, wyniku wielomiesięcznych prac legislatorów byłego wojewody Pietrzykowskiego. Poza prasowymi (a więc ze swej natury niewiele wartymi) komentarzami znalazłem na sieci kilka nieautoryzowanych fragmentów tejże, byłem również świadkiem zakulisowych rozmów po ubiegłotygodniowej debacie w Kinoteatrze Rialto. I co się okazało? Legislatorzy wojewody bezpardonowo zerżnęli (włącznie z dosłownymi tłumaczeniami nazw federalnych instytucji kraju związkowego Nadrenia Północna-Westfalia) niemałą część niemieckiej ustawy z 1995 r. powołującej aglomerację Zagłębia Ruhry. Już sam ten fakt budzi we mnie głęboki sceptycyzm co do wartości tego, być może już niedługo, projektu ustawy (projektem będzie formalnie po wniesieniu do laski marszałkowskiej).

A więc o tym rozmawiajmy, to ma realne znaczenie, żądajmy by w prasie codziennej pojawiały się komentarze profesjonalistów - praktyków samorządowców, prawników zajmujących się ustrojem terytorialnym, socjologów miasta, ale również liderów lokalnej opinii publicznej. Echa tych komentarzy i wartościowszych głosów opinii publicznej być może dotrą do decydentów. To nas przygotuje w większym stopniu do zmian niż spory o nazwę, a im lepiej będziemy przygotowani jako społeczność obu części aglomeracji, tym większa szansa powodzenia projektu. Na koniec jeszcze przypomnę osobom wyolbrzymiającym znaczenie liczby populacji przyszłego organizmu pewną "oczywistą oczywistość"- to nie wielkość jest ważna, lecz jakość. Ile jest wielomilionowych bezimiennych metropolii na świecie? A jak wiele jest niewielkich miast, które kojarzy nawet dziecko?

niedziela, 02 grudnia 2007
SILESIA albo... dajcie sobie spokój


Zaskoczył mnie totalnie najnowszy materiał na witrynach "Gazety". Tytuł sugeruje, że internauci nie chcą nazwy Silesia dla przyszłej metropolii. Jacy internauci? Zobaczslask.pl? To wszystko?
Tymczasem w ponad stu komentarzach pod tekstem jakieś 90% oburzonych internautów naciska "Silesia i tylko Silesia". Nie ma się co dziwić.
W dobie marketingowych przepychanek chwytliwość, rozpoznawalność i siła przebicia jest najważniejsze. Również a marketingu geograficznym. Silesia silnie przyciąga. I to nie tylko hasło wypromowane przez Gazetę Wyborczą jakiś czas temu lecz fakt. Z całym szacunkiem, ale grono kilku niewątpliwych autorytetów nie może decydować za tych, którzy przyszłą metropolię mają budować, kreować oraz z niej korzystać.
Nie powiem głośno ile warta marketingowo jest nazwa np Górnośląsko-Zachodniomałopolski Obszar Metropolitarn czy Śląsko-Dąbrowski Okręg Metropolitarny?. Ludzie, szanujmy się! Albo powiem...Tego typu hybrydy kilkuczłonowe warte są tyle ile podrzędna mleczarnia, specjalizująca się w produkcji twarogów.
Adres witryny... GZOM.com SDOM.com? Proszę...
- No ale historia, tożsamość, kultura... - ktoś powie. Dobrze, ale czy to jest determinantą wszystkiego?
Np taka HAGA to nazwa zgodna z prawdą w 100%? Nie. Powinna nazywać się tak naprawdę Den Gravenhage. Ale kto to zapamięta i skojarzy?

Zapytałem znajomych co o tym sądzą. Tak samo jak prawie 90% młodych ludzi i internatów chcemy Silesii. Bo choć nazwa jest najmniej ważna, to docelowo chcemu mieszkać w supermieście, którego powstanie naprawdę coś będzie znaczyć. I to właśnie młodzi ludzie, również z Zagłębia jak niedawno zaobserwowałem, odstawiają na bok chore podziały, lansowane lub podsycane przez niebezpiecznie zacietrzewionych ludzi i organizacje. I tak żyjemy w jednym organizmie miejskim i tak. Mieszkańcy Zagłębia boją się silezjanizacji. Ale to tylko z braku wiedzy na temat przemian osadniczych. Czy ktoś z was może powiedzieć, że Gdynia uległa gdańszczanizacji w Trójmieście? Jak to jest, że Gdynia i Gdańsk mogą razem walczyć o wspólne a u nas Zagłębie wzorów Gdyni nie chce kopiować? A wzór jak widać po efektach godny naśladowania.
Spokojnie, zawsze będziesz sosnowiczaninem czy mieszkańcem Kochłowic. W ramach Silesii. Ale daj się jakoś naszej konurbacji pokazać.



Protest środowisk wrocławskich pokazuje nam jak na dłoni jedno. Wrocław się boi. Wie, że "produkt" w postaci znanej już i powoli rozpoznwalnej nazwy Silesia (zobacz wątek na skycrapercity) przejmie większość inwestycji i zmieni punkt ciężkości na całym Śląsku. Więc im bardziej Wrocław się boi tym bardziej powinniśmy bronić koncepcji.
Silesia Aiport Pyrzowice, miasta satelickie metropolii - Częstochowa, Bielsko, Opole, Kraków...

A co do nazwy. Dotychczas nikt nie buntował się przeciwko nazwie województwa Śląskiego. Bo co to województwo prawda? Natomiast powstanie miasta większego od Paryża to już problem. Ale o czym my tu rozmawiamy... Uderzcie sie w pierś i powiedzcie ile razy zdarzyło wam się zaobserować, że ktoś mówił "jadę na Śląsk", "przyjechaliśmy ze Śląska na narty" i miał na myśli GOP a nie Wrocław...
Miejmy nadzieję, że Silesia to kwestia czasu i pragmatyzm weźmie górę nad nieuzasadnionymi podziałami. Albo Silesia albo dajmy sobie spokój. Każde inne rozwiązanie tylko skomplikuje sprawę.

P.S. Autor bloga jest zwolennikiem spolszczonej nazwy Silezja. Ale to tylko osobisty typ ;)




sobota, 01 grudnia 2007
Mechanofaktura

Pojawił się nowy, ciekawy blog. Łukasz Brzenczek ze SMM będzie nam serwował foty z tego co Katowice mają najcenniejszego, unikatowej i magicznej architektury. Zapowiada się nieźle. Wille, budynki, klatki schodowe. Wypada tylko podążać za autorem i odwiedzać te miejsca. Polecamy mechanofaktura.blogspot.com
poniedziałek, 26 listopada 2007
FOTO :..: Gwiazdy we mgle


Bez komentarza. Świetne zdjęcie, autorstwa Łukasza Brzenczka z forum GKW

piątek, 23 listopada 2007
Impreza wspinaczkowa w... Katowicach

Dnia 24 i 25 listopada odbędą się jedne z najpopularniejszych w Polsce zawodów wspinaczkowych pod nazwą Bit&Bullder. Zgromadzą najlepszych zawodników z Polski oraz czołówkę z Czech, Słowacji i Ukrainy. Wspinanie bez liny zyskuje coraz większą popularność na Śląsku oraz w całym kraju.

BoulderingZawody odbędą się w Katowickim Centrum Wspinaczkowym TRANSFORMATOR na Ligocie przy ulicy Medyków 2. Na tegorocznej edycji zapowiedzieli swoją obecność tacy polscy zawodnicy jak: Tomasz Oleksy - medalista Pucharu Świata, Marcin Wszołek - mistrz Polski, Kinga Ociepka - mistrzyni Polski. Organizatorzy spodziewają się około 200 zawodników z kraju i Europy oraz 500 osób publiczności, którą serdecznie zapraszają do kibicowania.

Zawody polegają na wspinaniu się bez asekuracji po sztucznej ściance. Zawodnik musi wykazać się dużą siłą oraz zdolnościami technicznymi, sukces w rywalizacji często wymaga pozornie „ekwiblirystycznych” umiejętności. W rzeczywistości to stopień wyszkolenia wspinacza. Start zawodnika w eliminacjach trwa ok. 2 godzin, ale przygotowania do zawodów to wielomiesięczne, wyczerpujące treningi. Dlatego to sport dla wytrwałych.

Pula nagród dla ludzi - pająków to ponad 1300 euro! Szykuje się więc profesjonalna impreza, stosunkowo nietypowa i świeża jak na nasz region. Trzeba sprawdzić! Szczegóły i plan zawodów wraz z dojazdem na plakatach. Klikajcie!

Centrum Wspinaczkowe TRANSFORMATOR w Katowicach to największy ośrodek wspinaczkowy na Śląsku. Odwiedzany jest miesięcznie przez blisko 5000 osób. Osoby zainteresowane zastaną na miejscu oryginalny klimat, 900 m2 ścian wspinaczkowych oraz 10 000 chwytów.


środa, 21 listopada 2007
Portal? Gazeta? Zróbmy coś większego!
Pytanie pierwsze. Czy ktoś z was drodzy czytelnicy zastanawiał się kiedyś nad tym dlaczego na Śląsku nie mamy ani jednego portalu internetowego o kompleksowym charakterze? Wśród specjalistów z branży właściwie tylko Zagłębie.info traktowane jest jak profesjonalny portal o ponadmiejskim zasięgu. Oprócz Gazety w Katowicach i topniejącego w oczach dodatku lokalnego w Polska The Times, zwanego kiedyś Dziennikiem Zachodnim, nie ma już nic. Pomijając gazetki reklamowe :)
Przyznajcie się. Kto z was myślał o tym, by stworzyć kiedyś portal lub gazetę, które to media monitorowały by poczynania naszych włodarzy dokładniej, zajmowałyby się sprawami mikrolokalnymi lepiej, opisywałby najistotniejsze inwestycje ciekawiej, o miejscach dywagowały z większą pasją. Takimi o których ludzie chcą czytać, na wyciągnięcie ręki. Generowałyby społeczności.
- Zawsze chciałem, by powstało coś co nie tylko "gada", ale i "robi" a przede wszystkim "dociera" do dziesiątek tysięcy ludzi. Gdy te warunki są będą spełnione, każdy projekt się na Śląsku przyjmie. Zgadzacie się z opinią mojego znajomego?
Czekam na Wasze uwagi i sugestie. O czym myśleliście, w jakim charakterze, gdzie? Zaprawdę powiadam Wam, że sprawa jest bliżej niż kiedykolwiek.

Oddaję Wam komentarze i ewentualnie mail: emenefix@wp.pl
czwartek, 15 listopada 2007
16-19.XI Przegląd filmów SOCFICTION
Logo Centrum Sztuki FilmowejJuż w ten piątek w katowickim Centrum Sztuki Filmowej rozpocznie się przegląd socjalistycznej twórzości z gatunku science-fiction, ku czci dzielnej bohaterki narodu radzieckiego - psa Łajki.

Dokładnie 50 lat
po pionierskim psim locie, który utorował ludzkości drogę w kosmos, można będzie się zapoznać z twórczością dzielnych filmowców demokracji ludowej, którzy swymi śmiałymi wizjami pchali naprzód lokomotywę postępu i globalnej rewolucji.



Ulotka strona 1Ulotka, strona 2


Więcej informacji na: www.csf.katowice.pl
środa, 14 listopada 2007
14.11-18.11.2007 Festiwal ABSURDALIA

Logo AbsurdaliaJuż dziś w Katowicach rusza I Festiwal Kultury Absurdalnej ABSURDALIA. Jak piszą na swojej stronie organizatorzy festiwalu:

 

"W czasach rządzonych przez empiryczne doświadczanie i weryfikowanie każdego przejawu egzystencji; w czasach, w których większość aspektów ludzkiej działalności dąży do uzyskania miana "nauki", nie ma już miejsca na Absurd. Ten specyficzny przejaw twórczości został, jak się zdaje, skutecznie wyparty przez kulturę "wyższą", tą, która w obecnej czasoprzestrzeni mentalnej chce uzyskać paradoksalnie stopień naukowego prawdopodobieństwa. Natomiast w prawdziwej twórczości chodzi przecież o wykraczanie poza wszelkie ramy, burzenie murów, granic i przekonań."

 

W programie festiwalu znalazły się wykłady, imprez poetyckie i muzyczne, a także przeglądy filmowe i teatralne.

Festiwal potrwa w Katowicach do niedzieli.

Szczegółowe informacje i program dostępne są na stronie festiwalu: www.absurdalia.pl.

czwartek, 08 listopada 2007
Otworki w Patelni
Logo Patelnia 36
W czwartek 8 listopada o godzinie 19.00 w sosnowieckiej galerii PATELNIA 36 wernisaż wystawy w ramach II  Ogólnopolskiego Festiwalu Fotografii Otworkowej OFFO.

Sosnowiecka Patelnia 36 jest jedną z ok. 40 galerii w regionie,która zaprezentuje wystawę „otworków” w ramach II Ogólnopolskiego Festiwalu Fotografii Otworkowej OFFO. W dniach 5-30 listopada będzie można zobaczyć fotografie Arkadiusza Podstawki z Wrocławia.

Jastrzębski Klub Fotograficzny „Niezależni” organizuje w listopadzie 2007 r. drugą edycję Ogólnopolskiego Festiwalu Fotografii Otworkowej OFFO.

Festiwal jest organizowany na zasadzie wystawy zaproszeniowej, w której uczestniczy ponad 50 czołowych twórców z całego kraju, uprawiających ten rodzaj fotografii. Ekspozycje odbywają się w galeriach na terenie województwa śląskiego.

Na wystawę do Sosnowca zapraszają Stowarzyszenie Istota oraz galeria PATELNIA 36.




2. Ogólnopolski Festiwal Fotografii Otworkowej OFFO
poniedziałek, 05 listopada 2007
Zobacz Barakę, czyli zielono w Rialcie

Kolejne nietuzinkowa impreza w mieście. A takie lubimy.
Festiwal „Zielono mi” adresowany jest do wszystkich zainteresowanych ekologią i ochroną środowiska. Wśród prezentowanych filmów znajdują się wybitne i uznane dzieła, które rozwijają wrażliwość na otaczającą rzeczywistość, wprowadzają nas w świat piękna natury i odwołują się do takich wartości jak szacunek dla innych istot, etyczna odpowiedzialność za nasz świat, a także zachwyt nad cudem życia. Celem Festiwalu jest stworzenie okazji do rozmowy i refleksji na temat współczesnego świata, jego różnorodnych zagrożeń i sposobów zapobiegania im. W programie Festiwalu znajdują się także: wykład popularno-naukowy, poczęstunek wegetariański, pokaz videoklipów i spotów reklamowych obejmujących problematykę ekologiczną, a także koncerty muzyczne zespołów Tombas i L.U.C & RAH. W programie między innymi pokazy takich arcydzieł jak Mikrokoskos i Baraka. Ten drugi film polecam koniecznie. Cudowne dzieło malowane obrazami z naszej planety i jej dźwiękami. Niedawno obejrzałem i do dziś jestem pod wrażeniem.
Pełen program imprezy dostępny tutaj.

Fragment filmu "Baraka" czyli gwoździa programu:

piątek, 02 listopada 2007
Obrazy ze starych Katowic


Wszystko to w samym centrum miasta. Stare schody, klimatyczne zaciemnienie, stylowe ramy.
Dojdziemy tutaj od strony ul.Mickiewicza na wysokości ING Banku Śląskiego. W jednej z bocznych uliczek prowadzących na podwórko wewnętrzne znajduje sie galeria kilkunastu obrazów, pokazujacych przedwojenne Katowice. Nie znam powodu i celu ale efekt niezmiernie miły. Sprawdzie co sami przy okazji zazwyczaj spiesznych przechadzek po śródmieściu.

    
środa, 24 października 2007
Wizyta na cmentarzu żydowskim w Zabrzu
Z okazji Górnośląskich Dni Dziedzictwa udostępniono do zwiedzania między innymi kirkut w Zabrzu w dzielnicy Zandka. Jest to jeden z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych na Śląsku. Między innymi dzięki mojemu fantastycznemu znajomemu, Dariuszowi Walerjańskiemu z Muzeum Miejskiego w Zabrzu. Zapraszam do obejrzenia krótkich reportaży z wywiadem:) Przy okazji zapukamy w słynny "żelazny dom".

Część 1



Część 3 (słabsza jakość dźwięku)
,
niedziela, 21 października 2007
Silesia Megalopolis czyli OSSA w Gliwicach

Serdecznie zapraszamy na na tegoroczną edycje warsztatów OSSA, których tematem jest żywo dyskutowane zagadnienie przyszłości naszej aglomeracji. Impreza odbędzie się pomiędzy 21 - 25 pażdziernika 2007 roku a organizowana jest przez „OSSA". Jest to Ogólnopolskie Stowarzyszenie Studentów Architektury powstałe w 1997 roku.

Organizatorzy piszą: - Temat tegorocznych warsztatów –"Silesia-megapolis?" - jest zagadnieniem aktualnym i interesującym opinię publiczną. Jesteśmy przekonani, iż poruszając ten temat stworzymy okazję do interesujących warsztatów, a także debaty publicznej na temat przyszłości i koncepcji funkcjonowania megamiasta.

Uczestnicy:

_grupa stu studentów architektury i urbanistyki polskich uczelni architektonicznych biorących czynny udział w pracy warsztatowej, a także pięciu studentów architektury z zagranicy – z Niemiec i Turcji,
_wykładowcy i moderatorzy 10 grup warsztatowych; swą obecność na warsztatach potwierdzili architekci, urbaniści, wykładowcy akademiccy z kraju i zagranicy (szczegóły w załączniku – pakiet informacyjny o warsztatach),
_słuchacze wykładów i dyskusji, na które wstęp będzie nieodpłatny; liczymy na obecność mieszkańców regionu i przedstawicieli organizacji pozarządowych.

Patronat honorowy nad warsztatami "OSSA 2007 Gliwice" objął Jego Magnificencja Rektor Poltechniki Śląśkiej, Marszałek Województwa Śląskiego Pan Janusz Moszyński, a także 14. Prezydentów Miast należących do Górnośląskiego Związku Metropolitarnego. Przedsięwzięciu patronuje także Stowarzyszenie Architektów Polskich SARP o/Katowice, Towarzystwo Urbanistów Polskich, Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana.

Szczegółowe informacje można znależć pod tym adresem.

wtorek, 16 października 2007
O najstarszej elektrowni na ziemiach polskich



Tak, tak. Nie wiem czy już wspominałem. W Zabrzu od więcej niż stu lat pracuje średniej wielkości elektrownia, która prąd produkuje nieprzerwanie przez trzy wieki.
Budowę Elektrowni w Zabrzu rozpoczęła 1896 roku spółka Allgemeine Elektrizität Gesellschaft (AEG) w ramach tworzenia systemu zaopatrywania w energię elektryczną odbiorców komunalnych i przemysłowych Górnego Śląska. W 1900 roku Elektrownia w Zabrzu została przejęta przez spółkę Schlesische Elektrizitäts und Gas Aktien Gesellschaft, której akcjonariuszem była spółka AEG. To właściwie dzięki temu pierwszą w pełni zelektryfikowaną linią tramwajową była ta linia Zaborze - Zabrze - Gliwice, do dziś istniejąca wzdłuż ulicy Wolności.



Eletrownia najokazalej prezentuje się od frontu. (Zdjęcie nr 2) Wspanałe modernistyczne elewacje ceglane. Trzy ceglane kominy, wysokie, kilkudziesięciometrowe okna, jak w katedrze. To miejsce ma potecjał. Jeśli nasze dzieci/wnukowie postanowią je kiedyś zamknąć, nie wolno o nim zapomnieć! Obecnie Elektrociepłownia Zabrze posiada jeden z najwyższych w regionie kominów. Liczy sobie ponad 220 metrów i jest widoczny z KAZDEGO miejsca aglomeracji. Wiem bo sprawdzałem...



Jak nie widzieliście go, czyli nie wiecie gdzie elektrownia. To zapraszam się poorientować tutaj




niedziela, 14 października 2007
FOTO :..: Zabrze - Rokitnica


Powiększ foto
środa, 10 października 2007
Rusza Festiwal Filmów ANIMEwanych



Właśnie trwa pierwszy w Polsce przegląd filmów ANIME ze słynnego japońskiego Studia Ghibli, założonego przez legendarnego Hayao Miyazakiego. Podczas Przeglądu zaprezentowane zostaną klasyczne i kultowe filmy, które nigdy wcześniej nie były prezentowane w Polsce na dużym ekranie. Wśród tych filmów pojawią się docenione na całym świecie: MÓJ SĄSIAD TOTORO, LAPUTA – PODNIEBNY ZAMEK oraz NAUSICAÄ Z DOLINY WIATRU.
Program Przeglądu uzupełnią znane już z ekranów kin: RUCHOMY ZAMEK HAURU (nominacja do Oscara® 2006), OPOWIEŚCI Z ZIEMIOMORZA oraz SPIRITED AWAY – W KRAINIE BOGÓW, który otrzymał w 2003 roku Oscara® za Najlepszy Pełnometrażowy Film Animowany.
Wszystkie te filmy świetnie charakteryzuje stwierdzenie - MAGIA W CZYSTEJ POSTACI. W Katowicach wszystko zaczyna się w Piątek. Uwaga! Z naszych informacji wynika, że karnety na imprezy właśnie w Katowicach w kinie Rialto już wykupiono. Pozostały wam więc pojedyczne wejściówki. Ale naprawdę warto!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Skopiuj CSS