sobota, 29 grudnia 2007
FOTO :..: Huta Katowice

Wielka kadź

Wielki piec

Wielki hak z kadzią








piątek, 21 grudnia 2007
Powstał portal dla Aglomeracji! W końcu!
W końcu mamy portal z prawdziwego zdarzenia. MMSILESIA.PL to jego adres a Moje Miasto to jego nazwa. Powstał z myślą o wszystkich mieszkańcach regionu z naciskiem na miasta a nawet dzielnice naszych miast.
Powstał serwis społecznościowy, który ma za zadanie zostać
gazetą informacyjną, forum wymiany opinii, geolokalizatorem, platformą lokalnych blogerów czy miejscem do publikowania włąsnych zdjeć, wierszy, felietonów. To będzie pole do popisu dla wszystkich, którym "nie jest wszystko jedno". Oto co o gazecie piszą twórcy serwisu (wsród nich również moja skromna osoba):



Masa pomysłów jest do zrealizowania. Przedstawiamy wam gazetę internetową Moje Miasto.
Pierwsza była zicherka. Serwis spoęłcznosciowy, gromadzący ludzi i miejsca. Teraz startuje drugi portal społecznościowy, którego ambicją będzie bycie nie tylko serwisem społecznościowym ale i forum wymiany opinii, gazetą informacyjną, geolokalizatorem, platformą lokalnych blogerów czy miejscem do publikowania włąsnych zdjeć, wierszy, felietonów. To będzie pole do popisu dla wszystkich, którym "nie jest wszystko jedno". Oto co o gazecie piszą twórcy serwisu (wsród nich również moja skromna osoba):



Witajcie. Serwis MMSilesia powstał po to byście mogli w końcu cieszyć się profesjonalnym i nowoczesnym portalem społecznościowym dla Górnego Śląska i Zagłębia. Tutaj znajdziecie pełną gamę informacji z regionu, jak i rzeczy, których nigdy tradycyjne media Wam nie zapewnią. Na przykład sami możecie informować o imprezach lub deklarować o uczestnictwie w nich. Sami możecie dodawać ciekawe miejsca, godne odwiedzenia i lokalizować je na mapie. Sami możecie publikować swoje zdjęcia a nawet filmy. Wreszcie sami możecie pisać artykuły i wywiady. Sami możecie mieć realny wkład w rozwój serwisu a nawet jego promocję... Chcemy by każde miasto miało swoich przedstawicieli, informujących o wydarzeniach w tym mieście i o jego problemach szerszemu gronu odbiorców. My wam udostępnimy narzędzia. Legitymacje prasowe, wejściówki, akredytacje. Nawet redakcje i redakcyjny sprzęt... Redakcja mieści się w samym centrum Katowic, na ulicy Żwirki i Wigury 19. Tuż obok urzędu Skarbowego. Zawsze będzie otwarta dla każdego w każdej sprawie. Nad serwisem czuwać też będzie zespół 9 dziennikarzy. Są do waszej dyspozycji.

Tylko u nas obejrzycie tak wiele materiałów wideo, fotogalerii, zdjęć, wizualizacji i projektów. Znajdziecie przyjaciół oraz ciekawe miejsca za pomocą interaktywnej mapy. Poinformujecie o imprezie a następnie monitorujcie, kto się nią wybiera. Załóżcie bloga i piszcie co Wam ci ślina na język przyniesie. Pragniemy stać się największą platformą blogową dla lokalnych blogerów. Pragniemy również być „polem do popisu” dla wszystkich tych, którym sprawy regionu leżą na sercu. Na naszych łamach znajdzie się miejsce dla pasjonatów. Miłośników komunikacji publicznej, kolekcjonerów pocztówek, ekologów, architektów, rowerzystów, grotołazów, harcerzy, grafficiarzy – słowem, naprawdę wszystkich.


Charakteryzuje nas mikro-lokalność, więc śmiało informujcie o dziurach na waszej osiedlowej drodze. Będziemy razem pracować w pocie czoła, gdyż za kilka miesięcy, wspólnym wysiłkiem – naszym i waszym stworzymy lokalną gazetę. A będzie to pierwsza w Polsce gazeta 2.0

Tego w Polsce jeszcze nie było! Zostań koniecznie z nami. Portal MMSilesia.pl jest częścią ogólnopolskiej sieci MM Moje Miasto, należącej do koncernu medialnego "Media Regionalne".


środa, 19 grudnia 2007
Ekskluzywne wideo prosto z huty!
poniedziałek, 17 grudnia 2007
"Katowicki modernizm" w Altusie 19.XII-09.I

Od 19 grudnia do 9 stycznia Koło Estetyków Uniwersytetu Śląskiego zaprasza do Galerii ALTUS na wystawę poświęconą katowickiej architekturze z okresu międzywojennego.

 

 

Jak piszą w zaproszeniu organizatorzy: 

- Przygotowując wystawę chcielibyśmy przypomnieć Katowicom ich największy architektoniczny dorobek. Warto pamiętać, że przed II wojną światową "Drapacz" przyciągał wielu turystów, nie tylko z Polski. Każdy przyjezdny chciał podziwiać panoramę miasta z położonego na poziomie 60 m tarasu widokowego, co w owym czasie było wysokością niewyobrażalną .

- Ilość tego typu budynków skumulowana w jednym miejscu jest rzadkością w całej Europie. W Polsce z Katowicami konkurować może jedynie Gdynia. Wiele spośród nich jest tak doskonałych architektonicznie, że dorĂłwnuje klasą europejskim realizacjom z tego okresu. Koniecznie trzeba zauważyć, że mimo upływu ponad siedemdziesięciu lat, znajdujące się w nich mieszkania nadal uchodzą za bardzo atrakcyjne.

W Katowicach architektura modernistyczna miała wydźwięk propagandowy. Po podziale Górnego Śląska pomiędzy Polskę i Niemcy, ówczesnym włodarzom miasta zależało na pokazaniu siły polskiej części regionu. Po drugiej stronie granicy takich budynków nie stawiano.

Dziś najważniejsze architektoniczne dziedzictwo artystyczne miasta stoi zapomniane i zaniedbane i kojarzy się zazwyczaj tylko z nieudanymi projektami blokowisk z lat 70-tych. Nazwiska twórców, takich jak Mieczysław Kozłowski, Stefan Bryła, Karol Schayer czy Tadeusz Michejda nikomu z niczym się nie kojarzą... 


Koło Naukowe Estetyków działa przy Instytucie Nauk o Kulturze Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego i jest bezpośrednio związane z Zakładem Estetyki. Obecnie podejmuje problematykę przestrzeni miasta, czego efektem jest wystawa "Katowicki modernizm". Głównym jej organizatorem jest Martyna Fołta. Pozostali członkowie to: Dorota Bastek, Katarzyna Krawczyk, Iwona Słomak, Aneta Sochor.

niedziela, 16 grudnia 2007
Zbiorowe focenie dworca
Zobacz spóźnione amatorskie wideo, które nakęciliśmy w czasie flashmoba na katowickim dworcu. W piątek o godzinie 15:00 zgromadziło się tam ok 100 osób z aparatami, kamerami i telefonami komórkowymi. Wszystko to w proteście przeciwko absurdalnemu zakazowi fotografowania obiektu. To może teraz wspólnie pojawimy się ze szczotkami na zbiorowe czyszczenie posadzki?
wtorek, 11 grudnia 2007
Kilka światów katowickiego dworca

Pamiętacie może mojego poprzedniego bloga? Peron2.blox.pl. Swego czasu kultowa rzecz. To cieszy do dziś. Też o Śląsku. Z naciskiem na komunikację publiczną i dworzec, na którym bywałem kilka razy dziennie. To właśnie dwuletnie pisanie Peronu upoważnia mnie do popełnienia takiego eseju. Zachęcam, mimo, że długi.

Katowicki dworzec kolejowy, drugi co do wielkości w kraju, uważany jest jednocześnie za jeden z najbrudniejszych. Ma jednak swoich zwolenników, którzy nie zgadzają się z pomysłem jego wyburzenia. Dla nich ten dworzec ma w sobie coś magicznego.

Codziennie mijałem setki, a potem już tysiące ludzi, zapatrzonych przed siebie, mocno ściskających w dłoniach bilety, walizki i krakowskie obwarzanki. Na dworcu bywałem często przez pierwsze dwa lata studiów, jeżdżąc z Sosnowca do Katowic, a stamtąd do Zabrza. Spędziłem w pociągach kilkadziesiąt dni. W tym kilka na samym dworcu. W końcu zrozumiałem, że stałem się jego zakładnikiem, a potem...częścią.

Katowice są podzielone jak średniowieczny Londyn. City wyrasta setkami anten i szklanych domów, po drugiej stronie szarzy się ceglany las portali. Wyjątkowo mroźne zimy nie łączą wcale obydwóch brzegów. Środkiem miasta płynie żelazna Tamiza, nad którą mostów nie ma. Dlatego ludzie przedostają się na drugą stronę podziemnymi tunelami. W dworcowych katakumbach i labiryntach nie jest ciepło, bo nie są na tyle
blisko piekła. Czuć jednak odór siarki, o którą biją się łajdacy, stęchłego moczu i papierosów bez filtra. Krążyły pogłoski o psychopacie, który miał szafir w oczach. Wyskakiwał z zgrzybiałych galerii i wbijał strzykawkę. Nie należał do hordy tych, którzy najpierw żądają pieniędzy. Słuch po nim zaginął, gdy pojawił się On.

Facet ubrany w czarny prochowiec, nie patrzył nikomu w oczy. Łamał golenie jak setnik i ciął szaty jak setnik. Superbohater na jeden sezon. Szczurołap z dworca głównego. Też nie miał domu, ale miał zasady. Mówią, że wyszedł z jednej ze szczelin i tam też wrócił. Dziś bezpieczniej przechodzi się na drugi brzeg, nawet mnie...
Mimo wszystko wyprawa pomiędzy korzonkami betonowego miasta budzi niepokój, u każdego.


Na Śląsku, miejscu wypełnionym kwintesencją socrealistycznego myślenia przestrzennego (oczywiście nie tylko!), dworzec ma swoją określoną pozycję i rangę. Ludzie często używają wobec niego określeń takich jak "naj"... - Zdecydowanie najbrudniejszy dworzec w Polsce, co ja mówię, w Europie - mówi Monika, studentka romanistyki. - Można by było jeszcze się zastanawiać nad jakimkolwiek remontem, ale tu chodzi o przerażający smród i duchotę - dodaje Ania, również codziennie korzystająca z dworca. - Burzyć czy nie burzyć dziewczyny? - Burzyć! - odpowiadają jednogłośnie.

Ale są ludzie, którzy mówią "dworca nie oddamy". I nie chodzi tu o grupkę dworcowych kupców czy bezdomnych. Chodzi np. o architektów... I to z całego świata. Co udowadniał nam kolega Tomek Malkowski z Gazety.
Jacek Tomaszewski ze Stowarzyszenia Moje Miasto: - Katowicki dworzec PKP jest jednym z najwybitniejszych przykładów architektury brutalistycznej na świecie (brut z franc. surowy). Dzięki zastosowaniu nowej technologi, jaką był wtedy szalunek wraz z żelaznym zbrojeniem, wypełniany surowym betonem, architekci mogli pozwolić sobie na kształtowanie nowych konstrukcji - przekonuje Tomaszewski. - Takim przykładem jest katowicki dworzec i zastosowanie w jego projekcie konstrukcji hiperbolicznych kielichów, stanowiących dominantę konstrukcyjną - dodaje.


Nigdy nie patrzyłem w górę. Zazwyczaj przed siebie albo po nogi. Świadomość wylądowania na szaroburej posadzce pokrytej nieciekawymi substancjami mocno trzymała mnie w pionie.
Zastanawiam się czy tęskniłbym i rozpaczał, gdybym pewnego dnia zamiast zakorzenionego betonowego giganta zobaczył puszkę szkła i stali... Po głębszym namyśle mówię. Tęskniłbym. I tak twierdzi spora część mieszkańców Śląska. Dworzec ma swoją magię. Mimo, że przewija się przez niego tysiące osób dziennie są miejsca, w których nie był nikt. Ot choćby tajemnicze drzwi żelazne pomiędzy kolorowymi billboardami. Stałem nie raz przed nimi i myślałem do jakiego świata prowadzą. Co lub kto żyje pod peronami, pod miastem. Nade mną małe stalaktyty, które bezczelnie zwisają w sąsiedztwie małej szczeliny, ociekając wilgocią. Kapnęła kropla. Na powierzchni pewnie przechodzi burza... Nie słyszę dokładnie, bo dokoła muzyka i stukot milionów butów.


Albo historie, które zapadły mi w pamięć. Setki. Nie sposób było być jak miedź brzęcząca. Kiedyś widziałem ją jako elegancką kobietę. Zawsze w żakiecie – nigdy bez torebki. Czytała Twój Styl i pachniała swoją szlachetną trzydziestką.


Pewnego dnia jątrzyła się czerwona szrama na jej skroni, znikając prędko pod słonecznymi okularami. A gdy kobieta ubiera okulary przeciwsłoneczne w pochmurny kwietniowy dzień, rodzi się złość, albo chęć poznania tego s... Pracowała ciężko, aby jak najbardziej schować twarz, pełną goryczy. Schować przed żurnalistycznymi i zarazem czysto detekcyjnymi spojrzeniami tych, którzy przecież nic nie rozumieli. Takiej goryczy sprzed kilku chwil, może sprzed chwili, tego mi było żal. Jej 8-letni synek tak jakby na nią nie działał. Zaabsorbowany dużą podróżną torbą wołał coś co jakiś czas, a ona tylko zaczesywała dłońmi zaskakująco tłuste włosy.
- Mamo – grymas. – Mamo! – powtórzył – ja chcę Kubusia. - Słońce, nie mam Kubusia. Herbatka troszkę ostygnie w termosie to się napijesz. Kupię ci dużego Kubusia w Krakowie. - Z Jagodami? - Z jagodami, z jagodami – w tym samym momencie, spojrzała na mnie, wzrokiem jakby oskarżycielskim, jakbym to ja wypił, jakbym to ją bił? Albo jakby chciała powiedzieć „pomocy".


Albo zupełnie inny świat: - Do Sosnowca jedzie? - Do dupy! - Acha, a wolne to miejsce? - Zasrane (z akcentem na "sss' i "rrr") - Tu jest wolne proszę pana - A, dziękuję...

Albo jeszcze inny. To był, że tak powiem, kurs sponsorowany. Wolne? Wolne? Wolne? Tak. Tak. Tak. Trzy płaszcze smoliste, trzy nesesery, trzy inne wody kolońskie, trzy sapnięcia. No! Byłem sam pośród nowej, kapitalistycznej, przedsiębiorczej Polski.
– No Kazik. Widzisz. Jedziemy wszyscy z Warszawy. W końcu się spotykamy. I to na miejscu. Ale do Częstochowy to jechałem Ondraszkiem, potem się przesiadłem na ten wasz. Na którą masz być w Gliwicach?
- tubalnie wyrecytował, oparty o kolana własne.
Obok siedziała kobieta. Kobieta! Szykowna babeczka. Czterdzieści sześć, czterdzieści siedem lat. Młodsza o kilka lat. Gdy kolega Kazika ją zauważył, powtórzył prędko pytanie, puszczając żurawia na czytającą. - Księgowa? - pomyślałem.
– To znaczy na którą masz być w Gliwicach na posiedzeniu rady? Aha, aha, no tak.. Nie, no, to słusznie, słusznie. Ja jutro rano mam posiedzenie - rzut oka - mam posiedzenie rady. Omówimy dokapitalizowanie z ministerstwa. Ty! A wiesz kto został szefem departamentu? No.. no. No dokładnie - rzut oka - Skurczybyk. No. Ale w Konstancinie bankietem już czuć - rzut oka - No! Skurczybyk. Księgowa uniosła wzrok. Kazimierzowy kolega brylował. – Ja w Gliwicach? No za jakąś godzinę mam spotkanie. Co? No, nie, no, Kazik. Jaka kochanka – zaśmiał się, wpatrzony szpiegowsko w kobietę. Język wyciągnął, umieścił go w kąciku ust i rzucił w kierunku czytającej: - Ale ja tam kochankę chętnie! Jeszcze swoją młodość trzymam na wodzy. Ale jak spuszczę to wiooo! - i barytony trzy spuściły swój śmiech.
Wtem wtrącił się zasapany Jerzy. Nieśmiały chłop chyba jednak.
– Panowie spójrzcie, co dostałem od pośredników. Palmtopik. Oklaski. Perfumki za tyle i tyle. Oklaski. Sekretarzyk, skóreczka. Oklaski.
– A to co?
– To jakiś... no ten, komputerek.
– Pokaż. Nie, no, masz tu temperaturę. Oklaski. I Budzik. Oklaski. A wagę?
- No Panowie! Co tak stoimy? Jedźmy już!

Nieopodal dworca PKP znajduje się stary dworzec. Służył miastu, gdy te zwano jeszcze Kattovitz. Może tam przenieść to mrowisko? Przy ulicy Dworcowej stoi słynna "Trzynastka". Kultowy róg kamienicy. Niewiele wiem o niej. Nawet nie jestem pewien czy dobrze robię, nazywając to "rogiem kamienicy". Czytałem kiedyś w pociągu w "Wyborczej". O śpiewającym z okien sąsiedniego hotelu Janie Kiepurze, o Eugeniuszu Bodo, czerwone dywany, takie tam... cuda. Czesław Rymer, syn Józefa Rymera, pierwszego wojewody śląskiego, pisał "Z dzieciństwa pamiętam taki obraz: po czystych ulicach powoli suną dorożki. Wszyscy ludzie elegancko ubrani - i dyrektor, i robotnik. Krój ubrania mają taki sam, tyle że pierwszy zapłacił za materiał 60 zł, a drugi - 12 zł". Widziałem to. zamknąłem oczy i widziałem to. A teraz spojrzałem na Stary Dworzec. Czy ktoś z państwa truchtających bezmyślnie wie, że to kiedyś był dworzec. Wielki, cudowny. Klasycystyczny gmach o dwóch symetrycznych, dwupiętrowych skrzydłach bocznych. W tympanonie nad głównym wejściem zawieszono zegar.

Na dworcu otwarto restaurację, z której korzystali nie tylko podróżni. W latach 70. XIX w. bowiem modne było wśród mieszkańców Katowic w niedzielne popołudnie delektowanie się kawą czy piwem i jednoczesne obserwowanie ruchu podróżnych oraz pociągów, zwłaszcza odjeżdżających w stronę granicy. Restauracja dworcowa słynęła także z przyjmowania pierwszym posiłkiem ważnych gości, przybywających do Katowic na uroczystości państwowe. Na dworcu odbywały się odprawy celne jadących do Sosnowca lub dalej, dlatego część jego hal nazywano polskimi. Z dworca w Katowicach odjeżdżały codziennie 184 pociągi, w tym 68 osobowych...
Dziś sprzedają tu tapety. To znaczy w jednej jego malej części. Na chodnik otwarte były szeroko drewniane drzwi. Szerokie, wysokie, łukowate drzwi. Podrapane farbą. Albo z podrapaną farbą.

Zatrzymałem się i obróciłem głowę w prawo. To wejście główne zamordowanego dworca. Powiało chłodem. Wnętrze było kompletnie zniszczone. Czułem to po zapachu wilgoci, który się musiał przedtem odbić wiele razy od biało-brudnych ścian. Mam taką specyficzną echolokację. Rozglądnąłem się wokół. Parkingowa szła do właśnie parkującego Citroena. Wszedłem.


Na pierwszym planie potężnej hali, której kubatura przypominała dawne szafy grające, zobaczyłem potężną kotarę z folii. Gruba folia, zamazywała wszystko. Na jej tle zdążyłem zobaczyć tylko kogoś, kto mignął w biegu. Człowiek. Rozsunąłem ją na boki, a przyznam, że ręka buntowała się chwilę i moim oczom ukazała się już większa część hali. Pusta, brudna, mokra. Nie było nikogo. Zamknąłem oczy. Kobiety w okrągłych czapeczkach, kapelusze z różą, złote fale na krótkich włosach. Panowie trzymające je pod rękę, surduty, fraki. Te kapelusiki. Zawsze je lubiłem... Podbiega do mnie jakiś chłopiec z zawieszoną papierośnicą. Otwarłem znów oczy. Wyciągnąłem rękę po papierosa...

Pytam jeszcze raz Jacka Tomaszewskiego ze Stowarzyszenia Moje Miasto: - Jacku, ale opinie ludzi są podobno bezlitosne. Mówią, że dworzec po prostu przeraźliwie śmierdzi. - Dobrze, ale gdy jesteś brudny to się myjesz czy popełniasz samobójstwo...?



wtorek, 04 grudnia 2007
Karuzela
W centrum Katowic, na skrzyżowaniu ul. Staromiejskiej z ul. Dyrekcyjną stanęła... karuzela.
 
10:07, tomaszewski_jacek , :.:: Miejsca
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2007
Nazwa nie ma znaczenia!
Od dłuższego już czasu przewija się na łamach wszelkiej maści mediów tradycyjnych i elektronicznych temat ustawy aglomeracyjnej (czego odzwierciedleniem są również tutejsze wpisy), mającej w opinii wielu stanowić "lek na całe zło", dzięki której możliwe okaże się usprawnienie decyzyjności w skali całej konurbacji. Jak to zwykle bywa w sporach toczonych publicznie, zamiast skupić się na istocie problemu, znaczna grupa osób położyła akcent na, nie bójmy się tego powiedzieć, sprawach drugorzędnych. Za taką drugorzędną sprawę uważam nazwę. Bo to nie ona będzie przyciągała ludzi i kapitał, ale sprawność i kompetencje administracji samorządowej jak również warunki życia i inwestowania, które z nazwą nic wspólnego nie mają.



Za wzór co rusz przytacza się Ruhrgebiet. Więc zastanówmy się, czy Ruhrgebiet odniósł sukces dzięki chwytliwej nazwie? Ani nie jest łacińska, ani łatwa do przeczytania dla Brytyjczyków, Japończyków lub Francuzów. Tamtejsi mieszkańcy po prostu sprawili, że za tą nazwą kryją się dobre skojarzenia, dlatego jest pamiętana, nie dlatego, że jest gładka i ma "potencjał marketingowy". Aglomeracja to nie serek homogenizowany, który kupujemy, bo nazwa "przyciąga".
Dyskutujmy o nazwie, jasne, ale niech ta drugorzędna kwestia nie przysłania nam istoty problemu, jakim jest instytucjonalny kształt aglomeracji określony w ustawie. Mimo usilnych starań nie dotarłem do pełnej treści "projektu" ustawy aglomeracyjnej, wyniku wielomiesięcznych prac legislatorów byłego wojewody Pietrzykowskiego. Poza prasowymi (a więc ze swej natury niewiele wartymi) komentarzami znalazłem na sieci kilka nieautoryzowanych fragmentów tejże, byłem również świadkiem zakulisowych rozmów po ubiegłotygodniowej debacie w Kinoteatrze Rialto. I co się okazało? Legislatorzy wojewody bezpardonowo zerżnęli (włącznie z dosłownymi tłumaczeniami nazw federalnych instytucji kraju związkowego Nadrenia Północna-Westfalia) niemałą część niemieckiej ustawy z 1995 r. powołującej aglomerację Zagłębia Ruhry. Już sam ten fakt budzi we mnie głęboki sceptycyzm co do wartości tego, być może już niedługo, projektu ustawy (projektem będzie formalnie po wniesieniu do laski marszałkowskiej).

A więc o tym rozmawiajmy, to ma realne znaczenie, żądajmy by w prasie codziennej pojawiały się komentarze profesjonalistów - praktyków samorządowców, prawników zajmujących się ustrojem terytorialnym, socjologów miasta, ale również liderów lokalnej opinii publicznej. Echa tych komentarzy i wartościowszych głosów opinii publicznej być może dotrą do decydentów. To nas przygotuje w większym stopniu do zmian niż spory o nazwę, a im lepiej będziemy przygotowani jako społeczność obu części aglomeracji, tym większa szansa powodzenia projektu. Na koniec jeszcze przypomnę osobom wyolbrzymiającym znaczenie liczby populacji przyszłego organizmu pewną "oczywistą oczywistość"- to nie wielkość jest ważna, lecz jakość. Ile jest wielomilionowych bezimiennych metropolii na świecie? A jak wiele jest niewielkich miast, które kojarzy nawet dziecko?

niedziela, 02 grudnia 2007
SILESIA albo... dajcie sobie spokój


Zaskoczył mnie totalnie najnowszy materiał na witrynach "Gazety". Tytuł sugeruje, że internauci nie chcą nazwy Silesia dla przyszłej metropolii. Jacy internauci? Zobaczslask.pl? To wszystko?
Tymczasem w ponad stu komentarzach pod tekstem jakieś 90% oburzonych internautów naciska "Silesia i tylko Silesia". Nie ma się co dziwić.
W dobie marketingowych przepychanek chwytliwość, rozpoznawalność i siła przebicia jest najważniejsze. Również a marketingu geograficznym. Silesia silnie przyciąga. I to nie tylko hasło wypromowane przez Gazetę Wyborczą jakiś czas temu lecz fakt. Z całym szacunkiem, ale grono kilku niewątpliwych autorytetów nie może decydować za tych, którzy przyszłą metropolię mają budować, kreować oraz z niej korzystać.
Nie powiem głośno ile warta marketingowo jest nazwa np Górnośląsko-Zachodniomałopolski Obszar Metropolitarn czy Śląsko-Dąbrowski Okręg Metropolitarny?. Ludzie, szanujmy się! Albo powiem...Tego typu hybrydy kilkuczłonowe warte są tyle ile podrzędna mleczarnia, specjalizująca się w produkcji twarogów.
Adres witryny... GZOM.com SDOM.com? Proszę...
- No ale historia, tożsamość, kultura... - ktoś powie. Dobrze, ale czy to jest determinantą wszystkiego?
Np taka HAGA to nazwa zgodna z prawdą w 100%? Nie. Powinna nazywać się tak naprawdę Den Gravenhage. Ale kto to zapamięta i skojarzy?

Zapytałem znajomych co o tym sądzą. Tak samo jak prawie 90% młodych ludzi i internatów chcemy Silesii. Bo choć nazwa jest najmniej ważna, to docelowo chcemu mieszkać w supermieście, którego powstanie naprawdę coś będzie znaczyć. I to właśnie młodzi ludzie, również z Zagłębia jak niedawno zaobserwowałem, odstawiają na bok chore podziały, lansowane lub podsycane przez niebezpiecznie zacietrzewionych ludzi i organizacje. I tak żyjemy w jednym organizmie miejskim i tak. Mieszkańcy Zagłębia boją się silezjanizacji. Ale to tylko z braku wiedzy na temat przemian osadniczych. Czy ktoś z was może powiedzieć, że Gdynia uległa gdańszczanizacji w Trójmieście? Jak to jest, że Gdynia i Gdańsk mogą razem walczyć o wspólne a u nas Zagłębie wzorów Gdyni nie chce kopiować? A wzór jak widać po efektach godny naśladowania.
Spokojnie, zawsze będziesz sosnowiczaninem czy mieszkańcem Kochłowic. W ramach Silesii. Ale daj się jakoś naszej konurbacji pokazać.



Protest środowisk wrocławskich pokazuje nam jak na dłoni jedno. Wrocław się boi. Wie, że "produkt" w postaci znanej już i powoli rozpoznwalnej nazwy Silesia (zobacz wątek na skycrapercity) przejmie większość inwestycji i zmieni punkt ciężkości na całym Śląsku. Więc im bardziej Wrocław się boi tym bardziej powinniśmy bronić koncepcji.
Silesia Aiport Pyrzowice, miasta satelickie metropolii - Częstochowa, Bielsko, Opole, Kraków...

A co do nazwy. Dotychczas nikt nie buntował się przeciwko nazwie województwa Śląskiego. Bo co to województwo prawda? Natomiast powstanie miasta większego od Paryża to już problem. Ale o czym my tu rozmawiamy... Uderzcie sie w pierś i powiedzcie ile razy zdarzyło wam się zaobserować, że ktoś mówił "jadę na Śląsk", "przyjechaliśmy ze Śląska na narty" i miał na myśli GOP a nie Wrocław...
Miejmy nadzieję, że Silesia to kwestia czasu i pragmatyzm weźmie górę nad nieuzasadnionymi podziałami. Albo Silesia albo dajmy sobie spokój. Każde inne rozwiązanie tylko skomplikuje sprawę.

P.S. Autor bloga jest zwolennikiem spolszczonej nazwy Silezja. Ale to tylko osobisty typ ;)




sobota, 01 grudnia 2007
Mechanofaktura

Pojawił się nowy, ciekawy blog. Łukasz Brzenczek ze SMM będzie nam serwował foty z tego co Katowice mają najcenniejszego, unikatowej i magicznej architektury. Zapowiada się nieźle. Wille, budynki, klatki schodowe. Wypada tylko podążać za autorem i odwiedzać te miejsca. Polecamy mechanofaktura.blogspot.com
Skopiuj CSS